Social Icons

sobota, 30 kwietnia 2016

Odpowiednie smaczki kluczem do sukcesu


Coraz częściej spotykam się z pytaniem "Co robić jeśli pies nie jest zainteresowany sesją szkoleniową?". Szczerze powiedziawszy, osobiście jeszcze nigdy nie napotkałam na taką przeszkodę, bez względu na zwierzę z jakim pracowałam.

Wiem, że nie powinno się odpowiadać pytaniem na pytanie, jednak zawsze zadaję takie: "A jakich smaczków używasz?". I tutaj tkwi pies pogrzebany, gdyż moim oczom ukazują się gotowe, sklepowe zestawy, tak zwane "treserki" lub karma, którą pies dostaje na co dzień. Niby nic nadzwyczajnego, bo przecież wszyscy takich używają i na przykład "pies Jaśka da się za nie pokroić". Jednak psy, tak samo jak ludzie mają swoje gusta smakowe. I o ile jeden osobnik jest żarłokiem, dla którego skórka od banana będzie bardzo atrakcyjna, o tyle dla drugiego już nie.

fot. Maria Budzyk

Musimy zatem dokonać podziału na smaczki o niskiej oraz wysokiej atrakcyjności.
Niską atrakcyjnością charakteryzują się produkty przetworzone, zazwyczaj są to na początku wspomniane treserki, gotowe półwilgotne ciasteczka nafaszerowane mączką i barwnikami, czy też sucha karma (również ta dobrej jakości). Przede wszystkim pies pracuje nosem, więc zmysł powonienia jest u niego na pierwszym miejscu. Dlatego powyższe produkty nie są dla nich atrakcyjne zapachowo.


Damon nie należy do żarłoków, ale równocześnie nie jest zbyt wybredny, więc będzie pracować za większość rzeczy, choć będzie to robić bardziej dla samej pracy.

Kiedy chcę nauczyć go czegoś nowego, zwłaszcza bardziej skomplikowanego, wówczas sięgam po smaczki o wysokiej atrakcyjności. A należą do nich m.in. mięso mielone, gotowane/surowe/suszone mięso/podroby, ciasteczka wątróbkowe/tuńczykowe, paszteciki z koniny - oczywiście "produkcji" własnej. Wszystkie przepisy znajdziecie w zakładce PSIEpisy.

 

 


To, że psu coś smakuje, wcale nie oznacza, że jest dla niego zdrowe.
Osobiście nie polecam tak popularnego wśród psiarzy sera żółtego, który powoduje nadmierne przeciążenie organizmu kwasami tłuszczowymi, prowadząc to otłuszczania się wątroby. Nie podaję również parówek, które zawierają sporą ilość soli, przypraw i sztucznych dodatków. Hitem w USA jest masło orzechowe, w którym jednak znajduje się mnóstwo szkodliwej soli, która może szkodzić szczególnie psom cierpiącym na problemy sercowe i niewydolność nerek.

Są psy, które dadzą się pokroić za owoce i/lub warzywa - pamiętajmy jednak, żeby wybierać tylko te, które nie są dla nich szkodliwe.


Unikamy więc winogron i rodzynek (mogą przyczynić się do rozwoju schorzeń układu wydalniczego), owoców cytrusowych (zawierają duże ilości olejków eterycznych, które mają działanie wymiotne) i awokado, które są dla psów trujące tak samo jak duże pestki wielu owoców zawierające cyjanek potasu, np. pestki jabłek/wiśni/czereśni/brzoskwiń/moreli/śliwek/itp. Trujące dla psów są także pestki warzyw, większość orzechów i gorzkie migdały (zawierają kwas pruski). Grzyby są toksyczne, a ponadto źle oddziałują na pracę systemu nerwowego oraz nerek i serca. Szkodliwe w diecie psa są również rośliny kapustne i strączkowe (kapusta, brokuła, kalafior, groch, fasola, itp.) oraz kwaśne warzywa (szpinak, rabarbar, szczaw), jak i ziemniaki, ponieważ mogą zawierać truciznę o nazwie solanina, która może spowodować poważne zatrucia pokarmowe.


Tak więc spokojnie możemy podać: jabłko, marchew, ogórka, banana, buraki ćwikłowe, pietruszkę, seler, paprykę, cukinię, pomidora, arbuza, borówki, itp.


Dwie ostatnie pozycje to jedyne owoce, które smakują Damonowi. Latem arbuza pochłania w zawrotnych ilościach (oczywiście bez pestek), a borówki potrafi sam zbierać z krzaczków podczas leśnych wędrówek. Należy jednak zwrócić uwagę, aby wszystkie owoce i warzywa były bardzo dojrzałe (chociażby niedojrzały banan zwiera masę nieprzyswajalnej skrobi, a zielone pomidory wcześniej wspomnianą solaninę).


Kiedy już znajdziemy smaczki, które są dla naszego psa nie tylko atrakcyjne, ale również zdrowe, musimy pamiętać o ważnej zasadzie: podczas sesji treningowej zwierzak nie ma się najeść, gdyż po chwili zapełni brzuch i zamiast ze zniecierpliwieniem czekać na kolejny krok, odechce mu się współpracy i uda się na spoczynek do swojego legowiska. Dlatego wszystko musimy kroić na malutkie porcje. Przysmaki Damona średnio mają wymiary ok. 1 cm x 1 cm.


Zdecydowanie lepiej dać kilka małych kawałeczków, niż jeden duży, wówczas zwierzak ma wrażenie, że zalała go fala smakowitości.

A Wy jakich przysmaków używacie i czy sprawdzają się w codziennym treningu?



8 komentarzy:

  1. U nas motywacja zbudowana na bazie atrakcyjności smakołyków to podstawa. Jakoś nie dziwię się, że wiele psów nie "napala się" na smaczki, jeśli właściciele po prostu używają karmy ;) W domu staramy się pracować ze średnio atrakcyjnymi smaczkami, np. Fruitees czy gotowe smaczki (o intensywnym zapachu, bo każde inne to dla mojego psa po rpsotu zwykła karma ;)), na dworze natomiast potrzebuję maksymalnego możliwego skupienia u łatwo rozpraszającego się psa, no i jakiejś super nagrody - tutaj najczęściej używamy parówek, bułki (o dziwo hit) albo kawałków owoców, a jako super hiper nagrodę zazwyczaj stosujemy gotową pastę lub parówki ;) Staram się też, by smakołyki były ze sobą wymieszane (te o mniej więcej takiej samej atrakcyjności), by pies zawsze miał niespodziankę i nie był do końca pewien, co tym razem dostanie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tak jak z ludźmi, wolimy gotowe chińskie zupki czy obiad u mamusi/babci? Tak samo z deserami, który lepszy: sklepowy czy domowej roboty, gdzie przy okazji dokładnie wiemy z jakich składników jest zrobiony? ;)

      Usuń
  2. Odpowiednie smaczki do treningu to temat rzeka. My na zwykłe klikanie, przypomnienie kilku już znanych trików wybieramy suchą (kocią!) karmę. N&N dają się za nią pokroić - uwielbiają! Gdy ćwiczymy coś nowego - trudnego nagradzamy smakołykami (np. kosteczki chewies - idealne, psy je kochają) Gdy trenujemy w dużych rozproszeniach, trudnych warunkach wybieramy parówki, kiełbasę, ser. Może i mało zdrowe, ale to nasz największy motywator. O owocach i warzywach się nie wypowiem, bo moje diabełki za roślinkami nie przepadają. Jedynie czasami zjedzą jabłko lub marchewkę - święto "od wielkiego dzwonu"
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo koty są wybredniejsze, więc ich karma jest specjalnie dosmaczana ;)

      Usuń
  3. U nas zdecydowanie wygrywają smaczki domowej roboty, ewentualnie kupione, ale o mocnym zapachu i jakimś dobrym mięsku. Czasami też jakaś parówka i ser, ale to rzadko, bo wiem, że nie za zdrowo :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My - ludzie - też wolimy domowe żarełko ;)

      Usuń
  4. U nas, zdecydowaniem królem wśród smakołyków, jest Bosch i jego wyroby, z owocowymi przysmakami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas Bosch to największy niewypał, Damon za chiny nie chciał tego jeść.

      Usuń