Social Icons

wtorek, 30 sierpnia 2016

Test karmy Mills Farm Energy & Sport


Jakiś czas temu odezwał się do nas przedstawiciel Mills Farm z zapytaniem czy Damon nie chciałby przetestować jednej z ich karm. Wprawdzie gdzieś kiedyś nazwa ta obiła mi się o uszy, jednak nie pamiętałam dokładnie gdzie i kiedy.


Mills Farm to duńska marka, produkująca karmy w 100% wolne od sztucznych barwników i konserwantów, a wszystkie jej składniki są wolne od GMO. W końcu Dania słynie z bardzo restrykcyjnego podejścia do jakości. Poza wysoką zawartością mięsa karmy Mills Farm charakteryzują się dodatkiem ekologicznych ziół, a także owoców morza takich jak ryby morskie, wodorosty oraz omułki zielonowargowe mające korzystny wpływ na różnego rodzaju dolegliwości stawowe.


Damon od poczęcia jest na BARF-ie jednak nie ukrywam, że karmy również używam, czy to na smaczki (głównie spacerowe), czy też jako posiłek jeśli akurat nie zdążę czegoś rozmrozić lub gdy na wyjazdach zabraknie nam mięcha, a w pobliżu nie znajdziemy czynnego sklepu. Stąd też ważna jest dla mnie jakość karmy, dlatego zanim się zgodziłam, skrupulatnie przejrzałam skład proponowanych wariantów i wymieniłam kilka maili z panem Maciejem, który za każdym razem bardzo rzeczowo odpowiadał na wszystkie moje pytania i tłumaczył ewentualne niejasności.

 

Postawiłam na wersję Energy & Sport z dwóch powodów: po pierwsze w składzie ma najwięcej mięsa, a po drugie jest przeznaczona dla psów aktywnych, a my akurat rozpoczęliśmy intensywne treningi pływackie. Wprawdzie ten wariant zawiera aż cztery wypełniacze: kukurydzę, pszenicę, jęczmień i ryż, jednak znajdują się one dość daleko w składzie. 

"Świeże mięso kurczaka - 93,75% (co daje 11,25kg świeżego mięsa użytego do wyprodukowania 12kg karmy Energy & Sport), tłuszcz zwierzęcy, kukurydza, pszenica, ryby, jęczmień, ryż, suszona miazga buraczana, olej roślinny, siemię lniane, hydrolizat białkowy, drożdże browarnicze, minerały, lecytyna, oset mleczny, suszona cykoria, jeżówka, krwawnik, dzika róża, skrzyp polny, kolcorośl lekarska, rumianek, zielona mięta, nagietek, omułek zielonowargowy."

I tutaj pada pierwsze pytanie "Dlaczego w składzie podane jest świeże mięso, a nie po wysuszeniu?". Odpowiedź znajdziemy w dziale z najczęściej zadawanymi pytaniami:

"European Pet Food Industry Federation (organizacja zrzeszająca producentów karm dla zwierząt) opublikowała Kodeks Dobrej Praktyki Znakowania Karmy dla Zwierząt Domowych. Określono w nim, iż w składzie powinno się podawać ilość mięsa przed wysuszeniem. (...) Wobec takiej niejasności i różnych złych praktyk stosowanych przez konkurencję producent karmy Mills Farm zdecydował, iż najuczciwiej jest podawać wagę i procentową wartość mięsa wykorzystanego do produkcji karmy, jako że tej ilości nie da się zmanipulować. Do takich zasad zobowiązani jesteśmy się stosować."

Aby przeliczyć ile mięsa rzeczywiście znajduje się w karmie, trzeba założyć, że podczas suszenia traci ono około 70% swojej masy, co w praktyce w karmie Energy & Sport daje wynik 28,16% wysuszonego kurczaka. Jeśli dorzucimy do tego jeszcze mięso z ryb morskich, razem mamy 33,41%. Jak dla mnie całkiem nieźle.

Pierwsze wrażenie
Kiedy przesyłka dotarła, Damon był podekscytowany, jednak to nic dziwnego, gdyż nauczył się, że jak przychodzi jakaś paczka to na pewno do niego i będzie ją otwierać, a to przecież frajda nie z tej ziemi! Jednak tym razem mu nie pozwoliłam, gdyż obawiałam się rozerwania opakowania. Nic bardziej mylnego, bowiem okazało się, że opakowanie jest dość wytrzymałe. Co mnie jednak zaskoczyło to fakt, że Damon próbował dostać się do wnętrza jeszcze przed otwarciem, a nie jest ani nigdy nie był łakomczuchem, co najwyżej: "zjem, bo muszę, a brzuch trzeba zapełnić". Jest również bardzo grzecznym i posłusznym pieskiem dlatego na początku nosem usiłował znaleźć jakąś dziurę, żeby się do niej wepchać, a jak okazało się, że takowej nie ma, zaczęło się delikatne skomlenie. I co tu zrobić, światło be do robienia zdjęć, a pies chciałby spróbować... No to spróbował, zrobiłam mały otwór z boku i z ledwością wyjęłam kilka granulek. Pan zjem-jak-dają wybałuszył oczy, przysunął się bliżej z miną "no daaaaj, zrobię co chcesz" i z niecierpliwością czekał na kulkę, a kiedy ją zjadł, chciał jeszcze więcej, co było dla mnie szokiem. I w tym momencie bardzo pożałowałam, że opakowanie nie posiada zamknięcia strunowego, które byłoby bardzo przydatne. Nie wiem jak jest w wersji 2 kg, ale w "dwunastce" go nie ma, a szkoda. Wieeelka szkoda.


Wielkość i konsystencja granulek
Jako że karmy używam głównie jako smaczków, to wielkość ma dla mnie istotne znaczenie, m.in. dlatego kilka lat temu zrezygnowałam z super karmy, za którą Damon naprawdę szalał. Granulki karmy Mills Farm Energy & Sport są dość duże, dla mnie za duże choć Damon zdecydowanie nie narzeka. W bardzo łatwy sposób można je przełamać na pół, więc w zasadzie dla chcącego nic trudnego. Mniejsze psy również bez problemu dawały radę.


 

Zaintrygowało mnie pewne zjawisko, a mianowicie zatapialność granulek. Będąc na spacerze ze znajomą, próbowałyśmy zachęcić jej psa do wody, wrzucając do niej karmę. Edkowi (mix teriera, 2 lata, 9 kg, kastrat) bardzo przypadła do gustu jednak równocześnie był zdziwiony kiedy większość granulek opadała na dno, z którego nie mógł ich wyłowić. Szczerze powiedziawszy pierwszy raz mnie coś takiego spotkało, gdyż dotychczasowe karmy, których używałam nie "topiły" się, nie licząc pojedynczych granulek. Zapytałam o to zjawisko pana Macieja, który wyjaśnił je w następujący sposób:

"Najprawdopodobniej w czasie powstawania granulek w niektórych pozostaje więcej pęcherzyków powietrza niż w innych. Sam przed chwilą łamałem z ciekawości granulki na pół i rzeczywiście część z nich ma w środku więcej powietrza."

 

Ponadto Mills Farm Energy & Sport posiada coś w rodzaju posypki, która mocno brudzi ręce. Jeśli ktoś ma w zwyczaju trzymanie karmy w kieszeniach od spodni/kurtek, musi szykować się na częstsze pranie, gdyż dodatkowo granulki są dość tłuste. Ja używam saszetki na smakołyki, do której uprzednio wkładam plastikowy woreczek, o czym pisałam tutaj, a jednak bardzo się zabrudziła jak wysypało się zaledwie kilka sztuk.


Kiedy podaję Damonowi karmę jako posiłek, zawsze uprzednio ją namaczam z kilku powodów: pies szybciej czuje, że jest najedzony; dodatkowe nawodnienie; łatwiej dodać i wymieszać suplementy. Istotne dla mnie jest to, o ile i czy w ogóle po nasiąknięciu wodą granulki się powiększą, gdyż to świadczy o jakości karmy. Im bardziej zwiększą swoją objętość, tym gorsza jakość i na odwrót: im mniej tym lepsza. Po pierwsze Mills Farm Energy & Sport bardzo szybko wchłania wodę, co jest dla mnie ogromnie ważne, zwłaszcza kiedy się spieszę i nie mam czasu czekać pół godziny; po drugie jedynie nieznacznie się powiększa - kolejny plus!

 

 
po godzinie                                                           po dwóch godzinach

Ciekawostką jest fakt, że po kilku godzinach w wodzie, granulki rozwarstwiają się wręcz całkowicie, co jest bardzo zaskakujące, zważywszy na występowanie kukurydzy w składzie. W końcu skrobia tworzy coś w rodzaju spoiwa. Jednak po kompletnym nasiąknięciu wszystkich składników już nic ich nie łączy, co tylko potwierdza, że jest jej naprawdę niewiele. I tutaj ponowny pozytyw.

Karma po całej nocy w wodzie.

Smakowitość
Reakcja Damona na Mills Farm Energy & Sport jest dla mnie zaskoczeniem roku. Wyżej opisywałam jego pierwszą reakcję, która wypadła nader pozytywnie. Jak już wspominałam, Damon nie należy do żarłoków. Karmy na spacerach używam z wygody, zwłaszcza w okresie letnim - nic wówczas nie skiśnie. Poza tym to nie papiś, który wymaga za każdym razem smakowitości, to już od dawna ułożony pies, który czasami dostanie żarełko na spacerze "ot tak", zwłaszcza że to dla niego mało atrakcyjna nagroda. Wyżej w hierarchii stoi nagroda socjalna, a na samym szczycie zabawki. Do tej pory wyglądało to tak, że po przywołaniu chwaliłam Damona, a on już chciał odbiegać dalej, nie czekając na smaczek, więc musiałam go stopować. I co on wtedy robił? Lekko tylko rozchylał pysk jakby chciał przekazać "wrzuć pieniążek" i wracał do swoich spraw, szukać patyczków albo molestować mnie zabawką. Zmiana jaka nastąpiła przy Energy & Sport była zniewalająca. Na słowo "macuś" (ewoluowało od smaczka), nie tyle się zatrzymuje co natychmiast odwraca, oblizuje (odruch Pawłowa!) i wraca po karmę, po czym domaga się kolejnego granulka - w tym momencie szok to niedopowiedzenie! A bardzo sceptycznie podchodziłam do legendarnej smakowitości karm Mills Farm.


Jako że w domu mam drugiego smakosza, który wprawdzie zje wszystko, choć za karmą nie szaleje, postanowiłam więc sprawdzić jak Mills Farm na niego zadziała. Szczerze powiedziawszy, nie spodziewałam się cudów na kiju, zje jak będzie głodny i tyle. Jednak kiedy Drac spróbował... nie chciał oddać, a że regularnie gościł u siebie swojego najlepszego kumpla, to i jemu się dostało. Chłopaki na tyle polubiły tę karmę, że jak Drac dorwał się do worka to na nim wisiał wcinając ile wlezie, a Kuma jak to Kuma, porywał po ziarenku i zaszywał się gdzieś w kącie, żeby czasem Drac mu nie zabrał. Wielkość granulek nie stanowiła dla nich absolutnie żadnego problemu. Obydwaj zgodnie stwierdzili: "bendem żarł!".

 


Efekty
Jak już wspomniałam, na Energy & Sport zdecydowałam się z powodu wzmożonych treningów kondycyjnych (pływanie, rolki, rower, itp.). Co było dla mnie nieoczekiwane to fakt, że jednocześnie Damon schudł, ale i przytył. Już wyjaśniam o co chodzi: schudł wizualnie oraz wyczuwalnie na żebrach, jednocześnie przybierając na wadze jeden kilogram. Stało się tak dlatego, że wzrosła mu masa mięśniowa o którą właśnie mi chodziło, a która w okresie zimowym maleje. I to bez specjalnego podawania tłustszych kawałków. Ponadto wymagało to znacznie mniej czasu niż zazwyczaj, z czego jestem bardzo zadowolona.


Damon nigdy nie miał problemów z jakością sierści, wręcz przeciwnie, ludzie na ulicy wciąż pytają w czym go kąpię, że ma ją tak piękną i lśniącą, więc nie mogę ocenić jaki karma ma na nią wpływ.


Jakość kup bez zmian, konsystencja, wielkość i ilość identycznie jak na BARF-ie, bez brzydkiego zapachu, co jedynie oznacza, że przyswajalność karmy jest bardzo wysoka co również jest na ogromny plus. Czasami zdarzała się jedna kupa więcej, ale to jak sypnęło mi się za dużo, ponadto przypominam, że zawsze ją namaczam, co może mieć istotny wpływ.

Do testów otrzymaliśmy worek 12 kg, a jako że Damon nie jest na karmie cały czas, to średnio 7 kg starcza nam na kilka miesięcy, więc się szarpnęliśmy i znaleźliśmy kilku dodatkowych psich testerów (wątpię aby Damon był z tego powodu zadowolony).

#1 Tester: Tośka vel Profesor Antonina (sznaucer miniaturowy, 7 lat, 6 kg, kastrowana, problemy z kamieniem nazębnym, średnio aktywna)


Po przyniesieniu do domu cyt.: "robiła mi włam do plecaka". Pierwsza reakcja: "No daj już i spadaj!", wręcz rzuciła się na karmę, jednak w jej przypadku to nic szczególnego, gdyż postępuje tak z każdą nową. Jednak po dłuższym stosowaniu wciąż jej bardzo smakowała. Wielkość granulek nie miała dla niej znaczenia, ścierania osadu nie zaobserwowano, kupy bez zmian, brak gazów, suka NIE jest alergiczką.

#2 Tester: Dexter vel Ryjek (border collie, 6 lat, 22 kg, pies sportowy)


Dexter podobnie do Damona, nie jest łakomczuchem, ale do niejadków również nie należy. Początkowo Mills Farm był mieszany z jego dotychczasową karmą i co ciekawe, Dexter najpierw wyjadał granulki Mills Farm, a na koniec zostawiał tę drugą. I w tym przypadku brak gazów oraz kupy bez zmian, pies NIE jest alergikiem.

#3 Tester: Bandi vel Rudy (mix teriera, 10 lat, 8 kg, problemy z dziąsłami, średnio aktywny)


Na początku nie chciał ruszyć, prawdopodobnie wielkość granulek miała znaczenie plus bolesność dziąseł. Zdanie zmienił na spacerze i od tej pory zajadał się niczym stonka ziemniakami. Brak gazów, kupy bez zmian poza większą ilością. I tutaj znaczenie ma fakt, że to już psi senior ze zwolnioną przemianą materii, więc otrzymawszy większą dawkę białka, organizm nie potrafił go spożytkować, stąd zwiększona produkcja odchodów.

Dostępność
Ze względu na politykę firmy, póki co karma Mills Farm dostępna jest jedynie w ich oficjalnym sklepie. Dzięki temu mamy pewność, że worki są odpowiednio zabezpieczone. Ponadto firma prowadzi program lojalnościowy, dzięki któremu m.in. dziewiąty worek otrzymamy za darmo.

Karmy Mills Farm znajdziemy w następujących wariantach: 
  • Puppy Low Grain - na bazie kurczaka i ryb morskich dla szczeniąt ras średnich i małych
  • Puppy Large Breed - na bazie łososia, ziemniaków i zielonego groszku dla szczeniąt ras dużych 
  • Adult - na bazie kurczaka i zielonego groszku dla psów o normalnej aktywności
  • Adult Large Beeed - na bazie kurczaka i zielonego groszku dla dużych ras
  • Energy & Sport - na bazie kurczaka i ryb morskich dla psów aktywnych i pracujących
  • Samlon, Krill & Amaranth - na bazie łososia, kryla i amarantusa dla psów wrażliwych
  • Lamb & Rice - na bazie jagnięciny i ryżu dla alergików
  • Duck & Potato - na bazie kaczki i ziemniaków dla alergików i wybrednych psów
  • Light - na bazie kurczaka dla psów z nadwagą
  • Senior - na bazie kurczaka dla psich seniorów
Wszystkie opcje znajdziecie w opakowaniach 2 kg i 12 kg.

Podsumowanie
Karma Mills Farm Energy & Sport ma wiele plusów, ale znajdą się i minusy. Poniżej podsumowanie w pigułce.


Plusy:
+ ogromna smakowitość
+ dobra przyswajalność
+ brak barwników i konserwantów
+ brak GMO
+ certyfikat ISO 2200
+ dodatek kwasów omega 3 i 6
+ minimalne pęcznienie
+ brak problemów trawiennych
+ ciężkie granulki bez powietrza
+ dodatek ziół


Minusy:
- worki jedynie 2 kg i 12 kg, brak pośrednich
- brak zamknięcia strunowego
- brudząca ręce posypka
- wypełniacze
- duże granulki


A Wy spotkaliście się już z tą karmą? Jeśli tak to co o niej sądzicie? Podzielcie się w komentarzach :)

8 komentarzy:

  1. Gdzieś słyszałam już o tej karmie (moje psy chyba nawet kiedyś ją smakowały)
    P.s Superaśne Fretki. Uwielbiam te stworzonka, no drapieżne takie charakterki! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja jestem w szoku, że u mnie w domu jest taki szał na tę karmę o.O
      Drapieżne? Fretki to mają jeden instynkt: instynkt miski :P

      Usuń
  2. U mnie szału na tą karmę nie było, ale fajnie że u Was smakowała ;)

    daisysportingyork.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jaki wariant mieliście? Bo u mnie fretka swoją karmę wcina tak sobie (lubi ją jak jest głodny), natomiast za Mills Farm da się pokroić...

      Usuń
  3. Przekonałaś mnie do tej karmy. Może w nią zainwestuję? Marley zje wszystko, ale Saba wybredna. Zobaczę czy obu psiakom zasmakuje :D

    marleyspaniel.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze możesz zamówić próbki różnych wariantów i sprawdzić, który najbardziej przypadnie jej do gustu :) U mnie jest niesamowity szał, którego się nie spodziewałam... Gdyby tylko nie było w niej zbóż - karma idealna <3

      Usuń
  4. Piękne psiaki i fretki <3 Też czytałam już kilka recenzji tej karmy, były różne opinię. U nas niestety duże granulki nie przejdą, a szkoda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Cóż, u nas się sprawdziła, ale to wiadomo: co jednemu służy, niekoniecznie musi drugiemu ;) Pewnie granulki dla szczeniąt są znacznie mniejsze, ale to trzeba by najpierw jakieś próbki zamówić, żeby nie wpakować się w dużą ilość, która potem nie będzie służyć psu.

      Usuń