Social Icons

wtorek, 29 listopada 2016

Poznajcie Gruszkę!


Historia Gruszki przedstawia się zapewne jak większość opowieści o porzuconych szczeniakach: bezdomna suka oszczeniła się w wiejskiej stodole, zdziczałe stado było dokarmiane przez lokalnych ludzi, jednak nigdy nie nabrało do niego zaufania. Potem wszystkie szczenięta zostały wyłapane poza jednym. Chodziły słuchy, że matkę potrącił samochód, gdyż przez kilka dni się nie pojawiała, i to właśnie kiedy na Podhalu uderzyła pierwsza fala mrozów. Szybka decyzja i godzinę później w halloweenowy wieczór byliśmy na miejscu.


Z szopy wyskoczyła około roczna suka, która dobitnie nas obszczekała, jednak spokojnie dała wejść do środka. Nigdzie nie było widać szczeniaka, więc postanowiliśmy trochę poczekać. Po dłuższej chwili Ola w mroku dojrzała małą kulkę, która jednak szybko czmychnęła pod stogi siana. Rajd do spożywczego, dwie puszki karmy i kilka papierosów później szczeniak znowu się wychylił, tym razem skomląc za ujadającą matką. I to był punkt zaczepienia: im suka była głośniejsza, tym szczenię bardziej się wychylało. Sięgnęłyśmy więc po grubszy arsenał: Edka, którego wyjęliśmy z samochodu, a który robił za przynętę na rękach Oli. Podczas gdy suka próbowała zeżreć Edka i Olę, ja w ukryciu czatowałam tuż nad deskami aż papiś się wychyli na tyle, żeby go złapać. Nie był głupi, wiedział że gdzieś się czaję dlatego był bardzo ostrożny. W końcu nadszedł ten moment "teraz albo nigdy" i złapałam go za skórę na karku, której było aż nadto. Szczenię zaczęło przeraźliwie piszczeć, jednak po kilku sekundach się uspokoiło. Chwilę później wszyscy siedzieliśmy w samochodzie, łącznie z małym papiszczem na moich kolanach, który to okazał się być suką.


Gruszka, bo tak ją nazwałam (ludzie dobrze dokarmiali maluchy, więc była dość spasiona, a wzięta na ręce sapała jak grucha w piekącym się cieście) po przyjściu do domu wcisnęła się w kąt klatki i siedziała przerażona, nic nawet nie zjadłszy. W końcu było to dla niej coś zupełnie nowego i obcego, i nie wiedziała czego się spodziewać po tych potworach. Dnia następnego było już znacznie lepiej, w czym pomógł niezastąpiony Damon. Naprawdę, jeszcze nie spotkałam psa, który byłby tak świetnym resocjalizatorem jak on - to dzięki niemu socjal u wszystkich moich tymczasowiczów przebiegał zarówno szybko jak i bezboleśnie. Gruszka widząc jego reakcje na człowieka i otoczenie, kopiowała jego zachowanie i już na drugi dzień otworzyła się, ciesząc się na mój widok i zaciekle merdając ogonem. Na spacerach wciąż unikała obcych ludzi, których omijała szerokim łukiem jak tylko wystawiali do niej ręce. Po dwóch tygodniach już sama zaczęła ich zaczepiać na ulicy, a przyczyniło się do tego również przebywanie u Oli i zabawy z jej trzyletnim synem.


Gruszka to prawie szczenię idealne: potrzeby fizjologiczne sygnalizuje i załatwia od razu po wyjściu z domu, pięknie chodzi na smyczy od początku, bezwzględnie odwołuje się od wszystkiego, lubi jeździć samochodem, uwielbia zabawy z kotem i fretką Zochą. Ma jednak jedną ogromną wadę: jest bardzo upartą histeryczką - kiedy coś idzie nie po jej myśli drze się jak zarzynana świnia (upatrzyła sobie mnie, więc u Oli wyraźnie protestuje jeśli chodzi o spacery), dlatego wymaga konsekwentnego prowadzenia. Na nią nie działa przeczekanie, musi dostać porządny ochrzan, żeby cokolwiek dotarło (choć nadal nie nauczyła się, że bolesne gryzienie Draka to nie zabawa) i to wielokrotnie. Grucha potrzebuje dużej ilości powtórzeń (znacznie większej niż Drac), żeby czegokolwiek się nauczyć, ona po prostu nie lubi ruszać mózgownicą, za to żołądkiem jak najbardziej! Zje wszystko i w każdej ilości, taki typowy labrador choć podobno jej babka to shar pei (miała fałdy na pysku). Po miesiącu (sic!) załapała, że jak pojawia się żarło to trzeba usiąść albo iść do klatki, żeby je dostać. Zdecydowanie nie mój typ, ale co kto lubi :) Na spacery najchętniej by nie chodziła - wypuszczona z domu załatwia swoje sprawunki 2-5 metrów obok i biegiem wraca do środka, jednak za swoim człowiekiem pójdzie wszędzie (oddal się człowieku na 5 metrów, kiedy ktoś inny trzyma smycz - zarzynają świnię!), nawet w znienawidzoną kałużę, którą na co dzień omija.


Do psów bardzo uległa jednak musi mieć z nimi większy kontakt, żeby w przyszłości nie rozwinęła w sobie agresji lękowej, gdyż póki co nowych jest niepewna. Uwielbia się przeciągać miękkimi rzeczami (mopik rulezz!), również z innymi psami - te, które zna nie stanowią dla niej żadnego problemu, nawet jeśli wcześniej (wielokrotnie) dostała od nich ochrzan - taki mały uparty beton.

  


Obecnie Gruszka ma około 12 tygodni i jest gotowa do adopcji. Bardzo wszystkich proszę o udostępnienie jej wydarzenia na facebooku, na którym publikowane są nie tylko aktualne zdjęcia, ale również filmiki. Pomóżmy znaleźć Gruszce kochający dom i właściciela, z którym zgra się na resztę swoich dni!

EDIT:
Gruszka znalazła dom i zamieszkała w Wieliczce!

____________
Za wszystkie zdjęcia użyte w powyższym wpisie serdecznie dziękuję Marysi z velvetmedium.blogspot.com

8 komentarzy:

  1. O matko, ale jest piękna! :)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Śliczna, śliczna, śliczna! :D

    daisysportingyork.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam, tutaj opiekun Gruszki :) Chciałam dodać aktualne zdjęcia jej, ale nie można na blogu wstawiać zdjęć. Gruszka miewa się dobrze. Jest już po zabiegu sterylizacji. Wszystko poszło dobrze podczas operacji. Gruszka nauczyła się kilku komend : siad, waruj , zostań, nie gryź. Strasznie szczeka na inne psy oraz pojazdy, więc charakter jej się nie zmienił. Wciąż jest upartym psem, ale pracujemy nad tym. Niestety jednym z dużych problemów jest załatwianie się w domu :( Gruszka nadal nie trzyma potrzeby w nocy. Póki co jest bardzo rozpieszczona przeze mnie co się nie podoba mężowi, ale no cóż ma teraz dwie kobiety w domu :)

    OdpowiedzUsuń