Social Icons

sobota, 30 listopada 2019

Licki Mata za złotówkę!

Już od jakiegoś czasu hitem na rynku stały się LickiMaty. Ale cóż to takiego? 


Płaskie maty, które w przeciwieństwie do zabawek typu kong smaruje się jedzeniem. Tak samo jak  w przypadku konga, pies ma za zadanie wylizać podaną zawartość, tyle tylko, że z płaskiej powierzchni pokrytej wypustkami. Ma to na celu odstresowanie naszego czworonoga, spowolnienie jedzenia, czy też stymulację produkcji śliny. Brzmi fajnie, prawda? Tyle tylko, że ów maty są strasznie drogie, gdyż za kawałek plastiku o wymiarach średnio 20 cm x 20 cm zapłacimy od 50 zł w górę.

Nie powiem, sama zainteresowałam się tematem, gdyż Damon nigdy nie należał do żarłoków i żeby kong został wylizany do końca, to wewnętrzny poziom zabawki muszę podnieść przynajmniej o 1-2 cm, sypiąc na dno trochę karmy lub suszonego mięsa - w przeciwnym wypadku "sama se liż!" A dlaczego w takim razie nie zakupię mniejszych zabawek? Z prostej przyczyny: mają one za małe otwory jak na język mojego psa, więc w najlepszym wypadku mogę do takich nasypać coś suchego, co po podrzuceniu lub przeturlaniu się wysypie.

Różnica w otworze między kongiem w rozmiarze L i M

Co mnie natchnęło do tego wpisu? Ostatnia nadprogramowa dostawa podrobów wołowych. Jako że zamrażarkę mam zapchaną tak, że nie wsadzę tam nawet palca, to musiałam coś wykombinować. I tym oto sposobem narobiłam "trochę" pasztetu, który trzeba gdzieś upchnąć. Zabawek na jedzenie z dużymi otworami mam mało, nie wydam +/- 60 złotych na zabawkę (zresztą zanim by przyszła to żarełko zdążyło by się już zepsuć), a na dostawę z aliexpressu poczekam do stycznia. 


I tym sposobem przedstawię dwa warianty na tanią i szybką LickiMatę

Pierwsza z nich składa się z tacki do grillowania i folii aluminiowej, którą każdy z nas ma przecież w domu. Taka tacka ma nie tylko falowaną powierzchnię, ale również różne otwory, jednak żeby pasztet nie przeciekał na dno, od spodu należy owinąć ów tackę wcześniej wspomnianą folią. 


Aby uniknąć jazdy tego wynalazku po całym mieszkaniu, można dorobić "nóżki" z kleju na gorąco albo postawić na jakiejś macie silikonowej. 


Po konsumpcji wystarczy przepłukać pod bieżącą wodą, a jeśli pies zgniótł łapą albo pyskiem? Nie ma się co martwić, w zapasie jest jeszcze kilka sztuk (moje opakowanie liczyło ich 8)! A do tego akurat teraz w sklepach typu biedronka czy lidl jest wyprzedaż akcesoriów do grillowania, więc całe opakowanie można dostać za mniej niż 5 zł, zatem koszt wyrobu takiego "cuda" spadnie nawet poniżej wspomnianej złotówki.


A jak wrażenia?
Otóż nie spodziewałam się jakiegoś efektu "wow". Damon dostał AluMatę i zaczął sobie wylizywać. I tak jak myślałam, poszło mu z tym dosyć szybko (pamiętajcie, nie mam miejsca w zamrażarce na wsadzenie tam nawet palca), ale to co było zaskakujące to fakt, że kiedy wydawało mi się, że skończył, on dalej sobie lizał! Otóż kawałki pasztetu powpadały do otworów i on próbował je stamtąd wydostać. Gdyby to był kong to już dawno by zrezygnował i zwyczajnie sobie poszedł. 



Jedyny minus #alumaty to taki, że trzeba być przy psie praktycznie cały czas, żeby nie próbował pod koniec używać zębów, gdyż materiał nie jest trwały i przy nieuważnym użytkowaniu pies może się zranić. Nie poleciłabym tego wynalazku również "narwańcom" - zbyt duże ryzyko skaleczenia.

Druga opcja jest jeszcze prostsza...
a mianowicie chodzi o foremki na kostki do lodu! Nie dość, że zapewne każdy z nas ma takie coś w domu to jeszcze końcem lata można je dostać właśnie za złotówkę na wyprzedaży w Biedronce czy też Pepco.


Ja posiadam foremki silikonowe, dlatego postąpiłam z nimi dokładnie tak jak w przypadku tacek - od spodu "przejechałam" je klejem na gorąco, żeby uniknąć przesuwania, co zdało doskonały rezultat.


Pokonanie wszystkich trzech (niezamrożonych!) foremek zajęło Prezesowi kwadrans, co i tak uważam za sukces, gdyż widać było, że sprawia mu to frajdę.


Poniżej, jak na Damona, wylizana do czyściuteńka jedna z foremek.


Zaletą foremek jest to, że nie trzeba siedzieć z psem cały czas, gdyż ryzyko skaleczenia (o ile w ogóle istnieje) jest minimalne. Damon nie próbował nawet używać zębów, jednak nie wiem jakby to było w przypadku zamrożonego pasztetu. Ale tego nie dowiem się dopóki nie zwolnię nieco miejsca w zamrażarce ;)


1 komentarz:

  1. bardzo ciekawy pomysł, że też ja na to wcześniej nie wpadłem!!

    Pozdrawiam
    Michał szkola-doberman.pl

    OdpowiedzUsuń