Social Icons

czwartek, 12 marca 2020

Jubileusz!


To już dziesięć lat.
DZIESIĘĆ.
DZIE-SIĘĆ.


Nie żeby coś, ale kurka, nie mam zielonego pojęcia kiedy to zleciało. 

Pamiętam jeszcze jak oglądałam zdjęcia samców, z których zrobiłam kolaż na tapetę na swojego windowsa XP... Pamiętam drogę, którą przebyliśmy razem z moim tatą, który zgodził się robić za kierowcę przez ponad 800 km, pomimo że następnego dnia wracał do pracy za granicę. Pamiętam wypuszczenie maluchów na ostatnią wspólną sesję. Pamiętam jak jeden, tri łobuz zamiast biec za rodzeństwem to polazł na polanę żreć kwiatki, które potem zwymiotował 50 km od dotarcia do domu. Pamiętam jak nie chciał siedzieć na kolanach tylko wolał leżeć na wycieraczce wtulony w dużego misia. 

po lewej: nieszczęście pt.: "puś mie!", po prawej wreszcie relaks

Pamiętam jak po przyjeździe na dzień dobry zarobił fangę w nos od mojego królika, czym zresztą zbytnio się nie przejął. Pamiętam jak na trzeci dzień pojechał na swoje pierwsze DCDC, gdzie zadebiutował w TV jako najsłodszy szczyl zawodów. Pamiętam jak dwa lata później debiutował na DCDC w roli zawodnika. 

DCDC Chorzów

Pamiętam jak pomagał w (re)socjalizacji tymczasowiczów. Pamiętam pierwszy egzamin na psa terapeutę, który zdał śpiewająco. Pamiętam to i wiele, wiele innych wydarzeń z naszego wspólnego życia.

fot. Michał Adamowski

Nie pamiętam za to kiedy zaczął się starzeć. Na samą myśl, że kiedyś go zabraknie, łzy same napływają mi do oczu. Nie wiem co bez niego zrobię, kiedy już odejdzie, bo wiem, że ten moment prędzej czy później nastąpi...

Dlatego życzę sobie, a przede wszystkim Damonowi długiego życia w pełni sprawności!

***

Dzisiejszy wpis rozpoczęłam nieco nostalgicznie, no ale czy można mnie winić? 10 lat to szmat czasu. To większość życia mojego psa i o ile nie myślę o tym na co dzień, to choćbym nie wiem co robiła i jak wypierała fakt, iż jest on już starszym psem (brr!), to już mu bliżej jak dalej...

No ale nie o tym miało być. Może Damon nie jest już tak szybki jak kiedyś (choć nadal potrafi przegonić znacznie młodszych od siebie), ale za to wciąż jest bardzo sprawny! Na dowód tego, została popełniona urodzinowa sesja frisbee.


W ogóle to miał jakby dwa przyjęcia ;) Wczoraj odbyło się grupowe, dla znajomków, a dzisiaj tylko we dwoje, i to spędzone na tym, co tygrysek kocha najbardziej - deklowanku! <3

Zacznijmy od środy... To był deszczowy dzień, zatem chcąc uniknąć mycia psów, przyszłego solenizanta przyodziałam w Hurttę. Mina mi zrzedła, kiedy po wyjściu przestało padać. No nic,  i tak udaliśmy się do parku świętować!

od lewej: Wyatt, Damon, Rize


"Boże, ten kombinezon strasznie pogrubia! Mam nadzieję, że ja go nie będę musiała nosić!" ~ Rize

Jak widać na powyższych zdjęciach, żaden z zebranych nie wyglądał na zadowolonego, i to pomimo skonsumowania urodzinowych mini torcików! Damon to już chyba ma dość gówniarzy na jakiś czas. Po konsumpcji poszliśmy na zwyczajny spacer, w trakcie którego zaczęło się wypogadzać, zatem trzasnęliśmy powtórkę czapeczkowej sesji z nadzieją na lepsze miny zebranych. Jak wyszło, rezultat możecie zobaczyć poniżej.


Ale, ale! Jednocześnie udało się zrobić Damonowi frisbowe całe dwie nierozmazane fotki, za które dziękuję mojemu nieocenionemu, osobistemu fotografowi! Menda daaaawno nie miała nic z deklami, dlatego tym bardziej cieszą takie ujęcia. Dziękuję raz jeszcze!


I to by było na tyle z wigilii urodzin.

Dzień właściwy w pełni został poświęcony solenizantowi. Jako że od jakiegoś czasu dzieli dom, jak i spacery z kolejnym tymczasowiczem, była to świetna okazja do odetchnięcia od psiego towarzystwa. Wówczas nie wiedziałam jeszcze czy cokolwiek wyszło ze środowych zdjęć, postanowiłam  zatem pstryknąć coś dzisiaj. No i wierzcie lub nie, ale to cholernie trudne zadanie jednocześnie rzucać dysk, jak i zrobić ostre zdjęcie, dlatego z około nacykanych 300, wyszło całe jedno, które i tak musiało zostać dodatkowo wyostrzone w photoshopie:

A i tak ujęcie nie do końca takie, na jakie liczyłam :P

Dlatego znacznie lepiej szło mi z bardziej statycznymi ujęciami:

Eh, matka, zdjęć się znowu zachciało...

 

Po powrocie ktoś dostał swoją dzienną dawkę supli, wskoczył w BoTa i poszedł na balkon cieszyć się gryzaczkiem w akompaniamencie promieni słonecznych.


Kiedy jedni się gryzaczkowali, inni musieli wrócić do pracy, by po niej przejść do części właściwej urodzin, a mianowicie imprezy z tortem i prezetami!


Tort dwuwarstwowy z galaretki wieprzowej, oblany polewą z jogurtu naturalnego

Mniam, mniam! Chyba smakowało ;)


W tym roku biednie z prezentami, no bo cóż można dać komuś kto ma tyle zabawek, że już nie mieszczą się nawet w nowo zakupionej szafce z ikei specjalnie na tę okazję? Można sprawić jednego pluszaka, licki matę z puszkami, a także kilka "kongów" z na tyle dużymi dziurami, żeby księciuniowi chciało się wyjadać ;) 

Tak więc jeszcze raz: Sto lat, Damonie!


2 komentarze:

  1. Wszystkiego najlepszego! Piękne zdjęcia, szczególnie te grupowe. Moja Tosia w sierpniu skończy siedem latek, też zastanawiam się, jakim cudem to tak szybko zleciało. A prezenty wcale nie takie biedne, moje psiaki by pozazdrościły. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! <3 Siedem lat to jeszcze młodziak z niej! :D

      Usuń