Social Icons

niedziela, 21 czerwca 2020

Ofiara mody na bordery

Border collie - najmądrzejsza rasa na świecie - tak najczęściej określane są te psy w różnych artykułach/mediach. Ponadto na youtube'ie można znaleźć filmiki z borderami wykonującymi najróżniejsze zaawansowane sztuczki. Zafascynowani takim opisem, a także umiejętnościami tych psów, coraz więcej ludzi decyduje się na takiego, a nie innego towarzysza. Bowiem wiadomo przecież, że taki szczeniak już rodzi się z frisbee w pysku, a do tego ma zaprogramowane posłuszeństwo i pakiet sztuczek. Niektórzy pewnie wyśmieją tę ironię i pukną się w głowę, jednak wysyp szczeniąt tej rasy w okolicy, a także ogłoszeń o problemach behawioralnych na grupach facebookowych, czy też o oddaniu podrośniętych szczyli mówi samo za siebie: wciąż jest ogrom ludzi, którym wydaje się, że mądry pies = grzeczny i ułożony pies, tak sam z siebie, bez nakładu jakiejkolwiek pracy własnej. Kiedy na forach pada już któryś raz z kolei pytanie pt.: "Czy border jest dla mnie?", tak naprawdę większość komentarzy brzmi: "To żaden nadpies, to pies jak każdy inny." - i jest w tym racja, jednak border collie to wciąż pies pracujący, który przede wszystkim aby być spełnionym musi otrzymać bodźce umysłowe, gdyż samo fizyczne zmęczenie nie wystarczy. 

Szczeniak border collie, uroczy widok, prawda?

Do czego zmierzam tym wpisem?
Otóż kto nas śledzi na instagramie, ten wie, że w połowie stycznia trafił do nas szczeniak border collie. Wszystko potoczyło się tak szybko, że aż ciężko w to uwierzyć. W piątek rano dostałam telefon od znajomej, że jest taki 5 miesięczny szczyl, z papierami z hodowli ZKwP (sic!), dla którego potrzebny jest tymczas, bo ma już termin do uśpienia. Chyba nawet nie muszę mówić jaki pojawił się wyraz na mojej twarzy po usłyszeniu tych słów... Znajoma (od malamutów tak btw.) nie znała wszystkich szczegółów, chciała tylko wiedzieć czy podejmę się wyprowadzenia młodego na prostą, bo jak się okazało, w tak młodym wieku (to przecież jeszcze psie dziecko!) wykazywał już spore problemy behawioralne (jakże typowe dla rasy). Niewiele się zastanawiając, zgodziłam się i tym sposobem w niedzielę szczyl był już u mnie.


Okazało się, że wcześniejsi właściciele zakupili pieska dla sześcioletniej dziewczynki. Jako że mieszkali w domu z ogrodem to z psem nie wychodzili (załatwiał się w domu na maty), niczego od niego nie wymagali ani też nie uczyli. O, przepraszam, "umiał" podawać łapę, o ile mu się w ogóle chciało. Przez brak jakiegokolwiek zajęcia (a przynajmniej umysłowego) szczeniak wykształcił w sobie fiksację na cienie cyt.: "tak silną, że nawet nie można było wybić go z transu kiełbasą". Ale to zapewne na początku było urocze kiedy maluszek tak skacze po domu i szczeka, próbując złapać coś niezłapalnego, no ubaw po pachy.


Kiedy szczeniak zaczął gryźć swoją małą właścicielkę, ów państwo postanowiło wreszcie (sic!) skorzystać z porad szkoleniowca. Jednak kiedy okazało się, że to oni sami będą musieli szkolić psa pod okiem trenera, to już im się odwidziało, bo jak to tak? Treser nie zrobi tego za nich? W międzyczasie wyszły inne problemy, mi.in. ataki na swoją małą właścicielkę. Czara goryczy przelała się kiedy pies cyt.: "ugryzł dziecko tak, że aż oko wypływało". Nie no, border collie, rasa psów pasterskich zaganiających, no przecież w życiu nie przyjdzie mu do głowy biegać za piszczącym dzieckiem i go podgryzać, próbując je zagonić na miejsce. No co wy, mądry pies nie robi takich rzeczy! No nic, koniec końców na szczęście (dla tego szczeniaka) odpowiednie osoby w porę zareagowały, a wspomniani państwo zrzekli się praw do szczeniaka.

Żeby zobrazować jak wygląda fiksacja na cienie, obejrzyjcie poniższy materiał wideo:


Zwróćcie uwagę, iż na powyższym filmiku pokazany jest border collie, który kompulsywnie usiłuje złapać własny cień. Takie zachowanie może trwać godzinami. Zadajcie sobie teraz pytanie: Czy to nadal wygląda uroczo? Czy to jest normalne zachowanie? Czy sami chcielibyście być na wiecznym haju tak, że nic do Was nie dociera, a ostatecznym ratunkiem okazują się antydepresanty? Bo tak właśnie kończy spora ilość borderów. Ale to nie wszystko, gdyż takie zachowania kompulsywne są nie tylko niebezpieczne, jak i mogą prowadzić do rozwinięcia padaczki u tych psów. 

Pierwsze dni
Od początku wiedziałam, że ów szczeniak, nazwany później przeze mnie Wyattem (jakoś trzeba było dać mu na imię, żeby w ogóle zacząć ćwiczyć przywołanie) z domu wyniósł jedynie szelki (na dodatek norwegi Juluisa), więc zaopatrzona we własną obrożę nie spodziewałam się, że ten mały gagatek już przy pierwszym spotkaniu pokaże różki. No bo przecież nie mogło być aż tak źle jak opisywali, prawda? To w końcu jeszcze mały szczyl, który wprawdzie przerósł ich wymaganiami, ale wciąż szczyl. Jednak kiedy założyłam mu obrożę i pierwszy raz poczuł opór to zaczął się tak szarpać, drzeć i wyrywać, bo nagle skończyła się wolność i swoboda (na szelkach ciągnął gdzie chciał), że dziabnął mnie przez kurtkę zimową tak mocno zaciskając szczęki, że zostawił mi na ręce ślady po zębach. Ahaa, już wiedziałam, że łatwo nie będzie.

fot. Maria Budzyk

Po dotarciu do domu okazało się, że dzieciak (w sumie to nie miał jeszcze 5 miesięcy, bo brakowało mu około tygodnia) ma więcej problemów, m.in. dosyć silną obronę zasobów, problem z dotykiem łap (dziabał zębami), z podnoszeniem (przy każdej próbie robił "glebę" do ziemi), brak jakiejkolwiek kultury do psów, a także zalążki namierzania samochodów. Obronę jedzenia tłumaczyli faktem, że na początku dostawał za małe porcje, więc potem zrobił się łapczywy. Jednak jak wytłumaczyć obronę zabawek nie tylko przed psem, ale i przed człowiekiem? Nigdy nie zapomnę pierwszej sytuacji, która mnie zszokowała: bawił się chwilę zabawką, którą porzucił, by przyjść na głaskanie. Ów zabawka leżała sobie od kilku minut nietknięta jakieś 4 (cztery!) metry od niego. W tym czasie Damon postanowił wyjść ze swojego kennela i przechodził obok tej zabawki, na co Gnom w mgnieniu oka wystrzelił jak z procy i zasadził Damonowi tak siarczystego strzała, że ten aż zapiszczał, chyba sam zszokowany sytuacją. Przypominam, że wówczas Gnom nie miał jeszcze 5 miesięcy, a potrafił wystartować do niespełna 10-letniego psa, również kiedy ten przechodził obok jego klatki. Idąc dalej: na spacerach podbiegał do Damona cały nastroszony i z warkotem, a kiedy otrzymywał ostrzegawczego strzała od wujka, to nie pozostawał dłużny i próbował się odgryzać... To tak jakby 6-latek startował do 60-latka - milutko, prawda?

Cierpliwość Damona nie zna granic

Ogólnie pierwsze dwa tygodnie spacerów z Gnomem były katorgą. Plecy tak mnie bolały od napinania każdego mięśnia, że nie miałam nawet siły na przygotowywanie posiłków dla siebie,. Po prostu wolałam iść spać niż jeść. Musiałam patrzeć na każdy jego ruch, bo o ile cienie dosyć szybko wyeliminowałam, to znowuż zaczęła się rozwijać fiksacja na samochody czy namierzanie pieseczków. Wiem, że Wyatt nie wygląda, ale z charakteru jest naprawdę wredny ;) Jak wcześniej myślałam, że w ogóle nie respektuje starszych psów, bez pardonu oddając im za upomnienie to dopiero kiedy bez żadnego ostrzeżenia ani tym bardziej powodu rzucił się na ledwo cztery miesiące starszego od siebie goldena, okazało się, że w jego mniemaniu to on jednak ma szacunek do starszych... W ogóle to do dzisiaj pamiętam jak nasz pierwszy, półtoragodzinny spacer (wiem, bo endomondo odliczało!) mój mózg odnotował jakby trwał pięć godzin, i to taki naprawdę wyczerpujący. Dopiero po dwóch tygodniach zwracania uwagi na każdy jego krok, na każdy najmniejszy ruch i korygowania go na każdym polu, mogłam nieco odetchnąć. To wciąż nie było to, ale chociaż ogarnęliśmy już jakieś podstawy. Łapy dało się normalnie trzymać, a o on już nie próbował namierzać każdego samotnie przejeżdżającego samochodu.

Pierwszy, grupowy spacer.
fot. Maria Budzyk

Efekt teraz
Obecnie minęło trzy i pół miesiąca od kiedy Wyatt jest z nami*. Wciąż nie jest idealnie, ale od około półtorej miesiąca chodzi już całkowicie bez linki (nie pamiętam dokładnie, musiałabym spojrzeć do filmików), w większości także bez smyczy, nie broni zabawek, więc mogą bezkarnie leżeć na podłodze, bo doskonale wie, że nie są jego; nie próbuje wtrącać się Damonowi do miski, bo wie, że dostanie swoją; bez problemu można go wszędzie dotykać, a także podnosić (nawet już się sam poddaje, przez co stał się o połowę lżejszy!); pieski ignoruje, a jak uważa, że jakiś jest nachalny to woli się odsunąć; ostatni epizod z cieniami był ponad dwa miesiące temu, z samochodami jakoś miesiąc; nie oddaje Damonowi, tylko przyjmuje korektę na klatę i się odsuwa i wiele innych. Stał się wręcz dosyć miłym pieskiem w pożyciu. Wciąż musi jednak w większości przebywać w klatce, bo zwyczajnie jest skończoną fleją, która bez pardonu sika po mieszkaniu... Potrafi nawet zsikać się do klatki, uprzednio niczego nie sygnalizując... Poza tym wciąż wolę, żeby w słoneczne dni miał zakryty dostęp do odbić promieni słonecznych kiedy nie patrzę na niego. A także nie ufam mu w kwestii obrony zasobów, bo wciąż potrafi spiąć się na Damona kiedy np.: wygra szarpak i odpuszcza natychmiastowo tylko dlatego, że wielka siostra patrzy. Nadal potrafi "bronić" jedzenia, choć głównie przy gryzakach, co wygląda tak, że kiedy widzi, że do niego podchodzę to próbuje go zjeść jak najszybciej - jakbym mu kiedykolwiek zabierała...


Tak czy siak, Gnomeusz jest już całkowicie gotowy do adopcji :) Nowy dom musi liczyć się z tym, że trzeba będzie nadal z nim pracować nad obroną zasobów, a przede wszystkim nad cieniami/samochodami, bo to, że teraz nie reaguje to nie znaczy, że niekontrolowany nie wróci do tych złych nawyków, zupełnie jak alkoholik.

Konkluzja
Jaki z tego morał? Border collie to nie jest żaden nadpies dla wybranych, ale jednocześnie nie jest to pies, któremu wystarczy "miłość i ogród do biegania". To pies, który musi zmęczyć się psychicznie, żeby poszedł zaspokojony spać. To również nie jest pies, któremu wystarczy samo bieganie, bez myślenia. Jasne, każdemu psu trzeba zapewnić ruch, ale o ile takiemu dalmatyńczykowi, który należy do sprinterów samo bieganie będzie spełnieniem jego potrzeb, o tyle border collie musi pogłówkować. Jeśli nie czujesz się na siłach uczyć swojego psa nowych umiejętności, wymagających główkowania, rozejrzyj się za inną rasą. Jest ich przecież tak wiele! Bądź modny i nie miej psa takiego jak większość "na dzielni", wyróżnij się! ;)


Ja wiem, że to niesamowity widok kiedy dwa psy równocześnie ruszają do biegu. Jednak żeby osiągnąć taki efekt, najpierw każdy z nich musiał zostać nauczony zostawania w miejscu w każdych warunkach, braku reakcji na otoczenie, koncentracji na przewodniku, a także błyskawicznej reakcji na komendę zwalniającą. To była praca z każdym z osobna, samo się nie zrobiło, a młody nie nauczył się tego, wyłącznie patrząc na starszego... ;) 
______________________
* notkę napisałam na początku maja, także obecnie minęło 5 msc i są kolejne postępy, choć przed Wyattem wciąż masa pracy


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza